Niedzielne wypady na giełdę samochodową
Odkąd pamiętam to niedziela kojarzy mi się z chodzeniem do Kościoła oraz wypadami na giełdę samochodową. Od dziecka uwielbiałem tam jeździć, bo zawsze można było popatrzeć na samochody przeróżnej maści. Nie przeszkadzało mi ranne wstawanie, mimo iż nie należę do rannych ptaszków. Poza samochodami można było znaleźć masę używanych częśći, oraz panów grających w trzy karty. Czasy się zmieniały i giełdy chcąc niechcąc musiały się poddać też zmianom. Na giełdzie teraz sprzedaje się wszystko, poza autami również ubrania, meble itd. Po paru latach przerwy postanowiłem pojechać na giełdę zobaczyć czy jeszcze ktoś się tam pokazuje. Teraz jest przeciez internet są gazety, które mają ogłoszenia motoryzacyjne. Nie trzeba wychodzić z domu żeby dać ogłoszenie. Takie serwisy internetowe mają możliwość doania więcej niż jednego zdjęcia do ogłoszenia. Możemy zobaczyć auta z różnych województw, również z zagranicy, co stanowi kolejne udogodnienie. I tak siedżąc przed monitorem możemy poczuć się jak na prawdziwej giełdzie. Pojechałem rano na pobliską giełdę i ku mojemu zaskoczeniu było tam mnóstwo ludzi. Jedno co się zmieniło to samochody. Oczywiście przeważająca część to auta osobowe jednak prawie w ogóle nie było tam aut polskiej produkcji. Tak jak kiedyś przeważały tam pojazdy polskiej produkcji i ZSRR oraz reszty państw zaprzyjaźnionych tak teraz przeważają samochody z krajów unii europejskiej głównie Niemiec. Mimo, że tradycyjna giełda cały czas istnieje nie jest ona główną metodą poszukiwań, tutaj musi ona chylić czoła przed internetowymi seriwsami ogłoszeń motoryzacyjnych. Nie będę ukrywać że takie strony można przeglądać w pracy i poszukiwać auta naszych marzeń w urzędowym czasie pracy. Jednak niedzielne wypady na giełdę wpominam z dużym sentymentem, bo dziś nie są już taką atrakcją dla mnie jak kiedyś.
